Wataha – Nie dorżniecie nas!

Informacje, wiadomości i fakty.

26 grudnia 2004 r. – trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim i uderzenie fali tsunami w wybrzeża Azji, Indonezji, Afryki i Oceanii
Historia

26 grudnia 2004 r. – trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim i uderzenie fali tsunami w wybrzeża Azji, Indonezji, Afryki i Oceanii

Fala tsunami zalewa kurort w Tajlandii, 26 grudnia 2004 r. Domena publiczna.

 

Maciej Orzeszko

Rzadko się zdarza, abym pisał artykuły o wydarzeniach, których byłem świadkiem, i to tak dramatycznych, ale tak było w tym przypadku.

13 lat temu, w niedzielę 26 grudnia 2004 r., w Drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia, na Oceanie Indyjskim miało miejsce potężne trzęsienie ziemi o hipocentrum 30 km pod powierzchnią Ziemi w rejonie zachodniego wybrzeża Sumatry.

 

I. Trzęsienie ziemi i fala tsunami

 

Magnituda trzęsienia jest oceniana 9,1 w skali Richtera, co oznacza, że zajmowało ono czwarte miejsce pośród zmierzonych trzęsień ziemi od 1900 r.

W wyniku wstrząsów, na Oceanie Indyjskim i Pacyfiku powstała fala tsunami, która wywołała ogromne straty na wybrzeżach wielu krajów regionu Azji Południowo-Wschodniej – przede wszystkim Indonezji, Tajlandii, Birmy, Indii i Sri Lanki. Fale dotarły także do Afryki, wyrządzając szkody w Somalii, Kenii, Tanzanii i Mali, a także na Madagaskarze, Malediwach i Seszelach. Łączna szacowana liczba ofiar w tych krajach to 294 tys. zabitych i zaginionych, w tym wielu turystów przebywających w tym regionie na wakacjach. Około 1,5 mln. ludzi zostało pozbawionych dachu nad głową.

 

Kraje basenu Oceanu Indyjskiego, poszkodowane w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami 26 grudnia 2004 r. Na licencji Wikimedia Commons.

 

Wstrząsy pierwotne miały miejsce o godzinie 07:58:53 czasu lokalnego (w Dżakarcie i Bangkoku, w Warszawie była to godz. 01:58). Trzęsienie ziemi wywołało tak znaczny ruch, że wpłynęło na obrót Ziemi, skracając dobę o całe 3 milionowe części sekundy (3 µs). Jednak siły pływowe Księżyca wydłużają okres obrotu Ziemi o całe 15 µs w ciągu roku. W ciągu 3 miesięcy doba powróciła do swojej starej długości. Wstrząs wywołał też przesunięcie osi Ziemi o 2,5 cm na biegunie (naturalne ruchy osi ziemskiej mogą dochodzić do 15 m). Niektóre wyspy położone na południowy zachód od Sumatry oddaliły się od niej nawet o 20 metrów. Północne krańce samej Sumatry przemieściły się ok. 36 metrów w tym samym kierunku.

O ile samo trzęsienie ziemi wywołało poważne straty jedynie w Indonezji, to jego bezpośrednim efektem było postanie fali uderzeniowej, przemieszczającej się z ogromną prędkością ok. 500 km/h. Na wodach przybrzeżnych fala ta przekształciła się w tsunami o wysokości ok.15 m. Fala ta najpierw uderzyła w brzegi Indonezji, następnie w przeciągu ok. trzech godzin od wstrząsu pierwotnego dotarła do Tajlandii, Sri Lanki i Indii, w dalszej kolejności poszkodowane zostały Seszele, Madagaskar i wybrzeże Afryki.

 

Zniszczona wieś na Sumatrze, grudzień 2004 r. Domena publiczna.

 

II. Świąteczna niedziela 26 grudnia 2004 r.

 

Pod koniec 2004 r. wyjechałem do pracy na kontrakt w Indiach. Mieszkałem w mieście Ćennai (kolonialna nazwa: Madras) w stanie Tamil Nadu nad Zatoką Bengalską na południowo-wschodnim wybrzeżu, gdzie pracowałem w tzw. dedykowanym ośrodku obliczeniowym w siedzibie naszego klienta – szkocko-australijskiej firmy poszukiwawczej. Obsadę ośrodka tworzyło pięć osób z mojej macierzystej firmy z Polski oraz dwóch supervisorów z zewnętrznej firmy odpowiedzialnej za odbiór przetworzonych danych.

Po dłuższych staraniach moja firma zgodziła się dać nam dwa dni wolnego na Święta Bożego Narodzenia (podczas podpisywania kontraktu nasi kierownicy w ogóle nie przewidzieli istnienia czegoś takiego jak święta i dni wolne od pracy). Wraz z moimi współpracownikami zastanawialiśmy się nad tym, jak spędzić ten czas. B. długo mieliśmy plan, aby pojechać do ośrodka wypoczynkowego o nazwie Ideal Beach nad Zatoką Bengalską. Ostatecznie ulegliśmy namowom naszej ruchliwej koleżanki, która przekonała resztę grupy, że aktywny wypoczynek jest dużo lepszy od wylegiwania się na plaży. Wieczorem w sobotę 25 grudnia wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy ok. 500 km w głąb lądu do miasta Bangalore w stanie Karnataka na safari w miejscowym parku narodowym. Decyzji tej mieliśmy zawdzięczać życie.

 

Ośrodek Ideal Beach nad Zatoką Bengalską, w którym mieliśmy spędzić świąteczną niedzielę 26 grudnia 2004 r. Dzięki zmianie decyzji autor miał okazję napisać ten artykuł. Domena publiczna.

 

Przybyliśmy na miejsce w niedzielę 26 grudnia wczesnym rankiem, ok. godz. 5. Ze względu na zmęczenie po przydzieleniu pokoi w ośrodku, w którym mieszkaliśmy (było to coś w rodzaju dość rozbudowanego campingu) poszliśmy spać (w Indiach wschód Słońca ma miejsce przed 8 rano, zachód ok. 19).

Wstrząsy koło Sumatry miały miejsce ok. 6:30 czasu indyjskiego. Fala tsunami uderzyła o brzegi Indii ok. 9 rano, przedtem zmiatając indyjskie osiedla na wyspach w archipelagu Andamanów i Nikobarów. Zginął tam co piąty mieszkaniec, ogółem potwierdzono śmierć 5421 osób, kolejne ok. 5 tys. zaginęło. Wyspy Nancowra zniknęły z powierzchni Ziemi wraz z ok. 18 tys. mieszkańców. Na Nikobarach zniszczona została baza wojskowa armii indyjskiej, zginęła cała ok. 200-osobowa załoga. Co ciekawe, pierwotne plemiona zamieszkujące zamknięte rezerwaty na niektórych wyspach prawie nie poniosły strat.

W Indiach kontynentalnych kataklizm dotknął stanów Tamil Nadu, Pondicherry, Andhra Pradesh i Kerala, choć ta ostatnia leży w zasadzie już po drugiej stronie Półwyspu. Zginęło w nich łącznie ok. 7 tys. osób, a kolejne 5 tys. zaginęło. Do tych danych należy podchodzić z dużą rezerwą, gdyż w Indiach nie prowadzi się ścisłej ewidencji ludności z niższych warstw społecznych (a oni stanowią większość). Tymczasem każde wolne miejsce w tym kraju jest zajęte przez dzikie osiedla slumsów (często chatek z trzciny albo z kartonów lub innych tego typu „materiałów wtórnych”), które w rejonach nadmorskich podchodzą często do samej linii brzegowej.

 

Efekt uderzenia fali tsunami w wybrzeże indyjskiego stanu Tamil Nadu. Domena publiczna.

 

Stan Tamil Nadu poniósł największe straty, szacowane oficjalnie na 3200 osób (nieoficjalne dane mówiły o 15-17 tys. zabitych i zaginionych). W mieście Kanyakumari zginęło ok. 500 hinduistów odbywających rytualne ablucje w morzu. Grupa ok. 700 pielgrzymów została zaskoczona w sanktuarium Vivekananda – ok. 50 osób zaginęło. Straty dotknęły także tamtejszych chrześcijan – w Velankanni i Nagapattinam potwierdzono śmierć co najmniej 1500 osób. Większość ofiar była wśród wiernych, których fale zalały podczas uroczystości z okazji Bożego Narodzenia w znajdującej się na samym brzegu bazylice Matki Boskiej. Woda wdarła się do jednego z indyjskich reaktorów atomowych w elektrowni Kalpakkam, co zmusiło załogę do jego wyłączenia. Nie zanotowano większych uszkodzeń, ani wycieku radioaktywnego. Niestety, w tym czasie w sąsiadującym z elektrownią osiedlu śmierć poniosło 61 pracowników i członków ich rodzin.

Tragedia nie ominęła także samego Ćennai. Rankiem na miejskiej plaży Marina Beach znajdowały się tysiące ludzi, w tym dzieci. Pech chciał, że podchodząca pod miasta fala miała charakterystyczny kształt – długiego „minimum” i podążającego za nim wypiętrzonego na ponad 10 m „maksimum”. Obecni na plaży ludzie najpierw zauważyli „cofkę” wody, co było zjawiskiem na tyle niecodziennym, że setki osób poszły w głąb morza po odsłoniętym dnie. Nikt więcej już ich nie zobaczył, bo właściwa fala nadeszła z potężną prędkością, nie dającą szans na ucieczkę. Tylko w kilku pobliskich osiedlach biedoty dzieci, które uczono w szkole o tym, jak może wyglądać tsunami, podniosły alarm. Tamtejsi ludzie uciekli w głąb lądu i to uratowało im życie. Fala zmiotła wszystko na swojej drodze – domy, infrastrukturę, samochody, łodzie rybackie…

 

Zniszczenia na Marina Beach w Ćennai. Domena publiczna.

 

Woda wdarła się na ok. 300 m w głąb lądu, po czym dość szybko się wycofała. Straty jednak były ogromne. Ok. 5 tys. osób na Marina Beach zginęło bądź zaginęło, w nadmorskich dzielnicach było ok. 200 ofiar. Miejscowi rybacy, którzy natychmiast ruszyli na ratunek, uratowali ok. 20 osób, które wyłowili z morza.

 

III. Telefon od konsula

 

Wstaliśmy ok. 9 rano i ruszyliśmy na wycieczkę zupełnie nieświadomi tego, co się dzieje. Objechaliśmy cały park okratowanym autobusem, oglądaliśmy z bliska lwy, tygrysy, niedźwiedzie, słonie itp. W międzyczasie usłyszeliśmy plotki o kataklizmie, który miał miejsce na wybrzeżu, lecz nie zwróciłem na to większej uwagi.

W godzinach popołudniowych wróciliśmy do hotelu. Wówczas zadzwonił mój służbowy telefon. Dzwonił konsul Rzeczpospolitej Polskiej z Bombaju, p. Marek Moroń. Zapytał, gdzie jestem i czy wszystko u nas jest w porządku. Odpowiedziałem, że tak, że jesteśmy na wycieczce w Bangalore – daleko od wybrzeża. Spytałem co się stało. Odpowiedział, że nad morzem wydarzył się kataklizm, ale żebym lepiej obejrzał to w telewizji, bo on musi skontaktować się z pozostałymi Polakami na terenie Indii.

 

Fala tsunami wdziera się do kurortu Khao Lak w Tajlandii. Śmierć w tym miejscu poniosło ok. 700 osób, głównie turystów, którzy mieszkali tam w lekkich domkach letniskowych nad oceanem. Domena publiczna.

 

Włączyliśmy TV, a tam, jak się można spodziewać, ukazały się nam hiobowe wieści. Na „pasku” u dołu ekranu podawano informacje o ilości ofiar – najpierw mówiło się o kilkuset, potem o tysiącu, następnie o 1.5, 2, 5, 10, 15, 20, 50, 70, 100 tysiącach… Do wieczora liczba ta doszła do 200 tys. zabitych i zaginionych. Oczywiście natychmiast rozpoczęliśmy próby skontaktowania się z bliskimi, co nie było łatwe, bo linie telefoniczne były przeciążone, a nie mieliśmy dostępu do internetu.

Naszym losem natomiast nie zainteresował się nikt z naszej macierzystej firmy w Polsce, podczas gdy wkrótce po konsulu zatelefonowała do mnie sekretarka z biura klienta, u którego pracowaliśmy, z pytaniem czy żyjemy. Tu – i nie tylko tu – ujawniła się dramatyczna różnica pomiędzy kulturą korporacyjną polską i anglosaską.

 

Ludzie poszukują resztek swojego mienia na plaży w Ćennai. Domena publiczna.

 

Następnego dnia odwiedziliśmy wspaniałą świątynię w Bangalore i XVIII-wieczny ogród botaniczny. Do Madrasu wróciliśmy we wtorek 28 grudnia rano, po całonocnej podróży pociągiem. W mieście zastaliśmy spokój, jakby nic się nie stało. Takie są Indie – ludzie umierają na ulicy, biedota żyje obok ogromnego bogactwa, może wydarzyć się katastrofa, ale życie toczy się dalej. W kraju ogłoszono żałobę narodową, ale nie powstrzymało to nikogo np. przed obchodzeniem Nowego Roku.

 

IV. Powrót do Ćennai

 

Po przyjeździe do siedziby klienta starałem się dowiedzieć o losie moich anglosaskich i hinduskich kolegów. Jak się okazało, z najbliższych współpracowników nikt nie zginął. Kilka osób niedługo wcześniej odwołało wyjazd na Sri Lankę (trwała tam wojna domowa). Nasz kolega z Krakowa wybierał się w niedzielę na południe do Pondicherry (dawna kolonia francuska), wypoczynkowej miejscowości nad morzem, do której jedzie się widokową trasą wzdłuż wybrzeża, ale kierowca nie miał pozwolenia na przejazd do innego stanu (Indie to kraj policyjny). Droga została zmieciona przez tsunami, a w samym Pondicherry było prawie 500 ofiar.

 

Mapa stref uderzenia fali tsunami w wybrzeże Indii. Za stroną http://www.mapsofindia.com/

 

Inny spośród naszych kolegów – Anglik, który wynajmował luksusową willę nad morzem i miał w niej imponującą kolekcję antyków i malarstwa, o mało nie utonął, gdy został w momencie wdzierania się wody do budynku przygnieciony przewracającą się szafą. Cudem zdołał się oswobodzić, a następnie opuścić swój dom przez okno płynąc na innej szafie. Dwa dni wcześniej odesłał swoja żonę z dwójką dzieci samolotem do Szkocji. On sam wyszedł z tej przygody ze złamaną nogą, poza tym całkowicie osiwiał, stracił też cały dobytek.

Armia, marynarka oraz straż wybrzeża zostały postawione w pogotowie, aby nieść pomoc ofiarom kataklizmu. Podjęto lotnicze zrzuty zaopatrzenia dla potrzebujących, w późniejszym okresie władze rozpoczęły budowę nowych osiedli. Rząd Indii wysłał na pomoc Sri Lance, Indonezji i Malediwom 4 tys. żołnierzy. Jednak na własnym terytorium Hindusi mieli spore trudności organizacyjne. Doszło też do szeregu nadużyć, w późniejszym okresie, gdy po raz drugi przyjechałem do Indii, trwało kilka procesów o defraudację środków przeznaczonych na pomoc. W wielu miejscach panował też po prostu bałagan, np. do niektórych miejscowości dostarczano niepotrzebną żywność, która później się psuła, podczas gdy w innych panował głód.

 

Policja konna patroluje plażę Marina Beach w Ćennai, 30 grudnia 2004 r. Fot. autora.

 

V. Dotknięty region

 

Oczywiście Indie nie były jedynym krajem dotkniętym uderzeniem fali tsunami. W Indonezji w wyniku wstrząsów i fali zginęło ok. 80 – 100 tys.(co czwarty mieszkaniec kraju, jednak trzeba pamiętać, że w grupie tej znajdowali się też liczni turyści), ulice wielu miast zasłane były ciałami ludzkimi, które chowano w zbiorowych mogiłach – jednym z najbardziej wówczas poszukiwanych akcesoriów były worki na zwłoki. Kraj poniósł ogromne straty materialne, wiele miast i miejscowości zostało całkowicie zniszczonych, a kilkaset tysięcy ludzi znalazło się w obozach dla uchodźców.

 

Pociąg zniszczony przez falę tsunami na Sri Lance. Domena publiczna.

 

Sri Lanka otrzymała dwa ciosy – od fali nadchodzącej od wschodu, a następnie od odbitej od wybrzeży Indii, która uderzyła w zachodnie, pozornie bezpieczne wybrzeże. W wielu miejscach fala wdarła się nawet na 3 km w głąb lądu, powodując ogromne zniszczenia. Ściana wody porwała np. pociąg ekspresowy „Królowa Morza” relacji Kolombo-Galle, z 1600 pasażerów cudem uratowano 300. W sumie zginęło ok. 29 tys., a prawie 290 tys. zostało bez dachu nad głową. Pomoc humanitarną utrudniała toczona na terytorium tego kraju wojna domowa pomiędzy siłami rządowymi a Tamilskimi Tygrysami, kontrolującymi północ wyspy. Trzeba tu jednak przyznać, że obie strony na czas akcji ratunkowej zawarły z sobą rozejm, a nawet blisko współpracowały. Wyspa poniosła też ogromne straty materialne, np. zniszczone zostało wiele szkół.

Tajlandia poniosła poważne straty, jednak władze tego kraju przystąpiły do b. sprawnej akcji ratunkowej, a potem odbudowy. Wg. oficjalnych szacunków potwierdzono śmierć ok. 5 tys. osób, kolejne 6.4 tys. zaginęło, a ok. 10 tys. zostało rannych. Wśród zabitych i zaginionych znalazło się ok. 700 turystów oraz wnuk króla Ramy IX. Zniszczone zostało szereg miejscowości wypoczynkowych, w tym znane, jak Phuket, oraz mniej popularne, jak Khao Lak (tam zginęło najwięcej ofiar wśród turystów, którzy mieszkali w lekkich domkach letniskowych). Tajowie w imponującym tempie odbudowali swoją bazę turystyczną, już 2 stycznia 2005 r. działalność wznowiło 80% hoteli, oferując zniżki dla turystów.

 

Woda zalewa Penang, Malezja, 26 grudnia 2004 r. Domena publiczna.

 

Pozostałe kraje poniosły mniejsze straty. Malezja, osłonięta była przed falą przez Sumatrę, a rząd malezyjski zareagował szybko i na godzinę przed nadejściem fali ogłosił ewakuację – w całym kraju zginęło 89 osób. Na Malediwy fala tsunami uderzyła dwie godziny po trzęsieniu ziemi. Wg oficjalnych danych zginęło 108 osób, 1300 zostało rannych. Woda zalała 2/3 stolicy kraju Malé, ewakuowano 14 wysp.

Fala tsunami przekroczyła Ocean Indyjski i uderzyła w wybrzeża Afryki i Madagaskaru. Najcięższe straty poniosła Somalia, ogarnięta przez wojnę domową, i kontrolowana przez zbrojne bandy. Fala, pomimo przebycia 4,5 tys km od epicentrum, nadal miała 9 m wysokości. W wyniku jej uderzenia w oficjalnych danych zginęło ok. 300 osób, 50 tys. utraciło dach nad głową. Mniejsze straty poniosły Seszele, Mauritius, w Azji Bangladesz, w Afryce RPA, Kenia, Tanzania. Fala dotarła także do wybrzeży Australii i Wyspy Kokosowej, a na Pacyfiku aż na Filipiny, miała tam już jednak zaledwie kilkanaście centymetrów i nie wywołała strat.

 

Fala tsunami 26 grudnia 2004 r. przekroczyła cały Ocean Indyjski i uderzyła także w wybrzeże Afryki. Na zdjęciu: zniszczenia na wybrzeżu Somalii. Domena publiczna.

 

Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że laboratoria sejsmologiczne w regionie ostrzegały wcześniej przed możliwością trzęsienia ziemi, a gdy ono już nastąpiło, wiedziały o tsunami i ostrzegały rządy Tajlandii, Indonezji i Indii. Niestety, albo ostrzeżenia te zignorowano, albo obieg informacji okazał się zbyt długi. W samym Ćennai wstrząsy wyprzedziły o prawie 3 godziny falę, było dość czasu na ewakuację ludzi z wybrzeża. Dopiero po kataklizmie rozpoczęto tworzenie zintegrowanego systemu wczesnego ostrzegania o fali tsunami dla całego regionu Oceanu Indyjskiego, podobnego do tego, jaki już wcześniej istniał na Pacyfiku.

 

VI. Reakcja mediów i pomoc humanitarna

 

Media w Polsce i na świecie, relacjonując katastrofę i jej następstwa, pokazywały przede wszystkim miejscowości turystyczne, a mówiąc o ofiarach koncentrowały się na cudzoziemcach. Tymczasem – jak potwierdziły to moje obserwacje w Indiach – katastrofa dotknęła przede wszystkim ludzi biednych. Szczególnie poszkodowani zostali rybacy. Wielu z nich utraciło cały dobytek swojego życia i łodzie, które były ich źródłem utrzymania. Na domiar złego ze względów sanitarnych wprowadzono kilkumiesięczny zakaz połowów ryb i krabów. Należy tu powiedzieć, że gdy powróciłem do Indii kilka miesięcy później, panował nie notowany wcześniej urodzaj na owoce morza – tak wielkich i dorodnych skorupiaków nie oglądano tam od lat…

 

Ćennai, styczeń 2005 r. Rozdział pomocy humanitarnej pomiędzy ofiary tsunami. Fot. autora.

 

Osobnym rozdziałem była akcja humanitarna, uruchomiona przez społeczność międzynarodową już pierwszych godzinach po kataklizmie. Na zniszczonych terenach poważnym problemem stało się zniszczenie infrastruktury i uchodźstwo ocalałych, brak żywności i dostępu do czystej wody. W Indonezji, Tajlandii i Indiach pojawiła się groźba wybuchu epidemii wywołanej przez gnijące w ciepłym klimacie zwłoki ludzkie i zwierzęce. Najbardziej palącą potrzebą stało się tam pogrzebanie zmarłych w celu ratowania żywych.

W sumie ONZ i inne organizacje międzynarodowe zdołały zgromadzić ok. 10 mld USD na pomoc dla terenów objętych kataklizmem. Polska Akcja Humanitarna zebrała ok. 10 mln złotych, z których jednak 2 mln musiała odprowadzić do Urzędu Skarbowego w ramach podatku VAT.

 

Stan Tamil Nadu, Indie, styczeń 2005 r. Jeden z prowizorycznych obozów dla osób, które utraciły swoje domy w wyniku tsunami. Fot. autora.

 

Kiedy po raz kolejny odwiedziłem Ćennai w maju 2005 r., po tsunami pozostało niewiele śladów. Drogi i infrastrukturę odbudowano, powstały osiedla dla uchodźców, nowe szkoły i domy. Nędza ok. 60% społeczeństwa w Indiach nie zmienia faktu, że państwo to jest niezwykle bogate i ma ogromne możliwości.

M. O.

 

Pomnik upamiętniający 1300 ofiar – pasażerów ekspresu „Królowa Morza”, zmytego przez falę tsunami na Sri Lance. Na licencji Wikimedia Commons.

 

Pomnik ofiar tsunami na plaży w Veerampattinam Beach w Pondicherry, Indie. Domena publiczna.

Dodaj komentarz